Nieciekawa sytuacja i ponowne odwiedziny siostry

Normalnie uwielbiam moją siostrę 😁 Ona wie że został mi tylko 1 dzień wolnego do wykorzystania do końca marca (u mnie w pracy dni wolne liczą od 1 kwietnia do 31 marca) i zdecydowała się przylecieć w odwiedziny 31 stycznia na tydzień z całą familią 🙂 Cieszę się bardzo. Mężu już wziął 3 dni wolnego i razem ze szwagrem będą robić ogród 🙂 Sąsiad powiedział że pożyczy młot pneumatyczny żeby rozwalić beton i płyty na ogrodzie.

W sumie, odkąd się wprowadziliśmy na nasze, to tylko ogród nam został do zrobienia. Zostawiliśmy go na sam koniec. Jest on wyłożony dechami, a pod nimi są płyty i wylany beton. Nie wiem kto tak zrobił, ale chyba miał jakąś wizję. My chcemy położyć płyty ogrodowe w końcowej części ogrodu, po bokach i przy konserwatorium, a po środku posiać trawę. Chcę żeby było prosto, bez kwiatów i innych roślin, gdyż większość z nich jest trujaca dla kotów, a ja mam dwa futra. Ich bezpieczeństwo też jest dla mnie ważne. Córcia będzie miała mały plac zabaw na ogrodzie, a koty trawę 😉

Wracając do siostry to chyba znów ją wykorzystam do upichcenia czegoś 😊 Ona pewnie będzie chciała pojeździć po sklepach więc po pracy będę robiła za szofera 😉 W zamian poproszę o zrobienie uszek lub pierogów, zaopatrzę ja w składniki 🙂 Siostrzeńcy zapewne złożą zamówienie na jakąś zabawkę bądź ciuch żebym zrobiła na szydełku. To pewnie mój dzień będzie wyglądał tak: pobudka, śniadanie dla córci, śniadanie dla mnie, praca, powrót do domu, obiad, jazda po sklepach, dom, kąpiel i położenie dziecia spać, prysznic, dzierganko i spać. Podejrzewam, że plan się trochę zmodyfikuje, ale nieznacznie.

Chłopaki uwielbiają moją córę więc będą się nią zajmować. Najmłodszy jak zwykle będzie wszystkich terroryzował i zabierał zabawki, a moje dziecię nie da sobą manipulować i będzie rozstawiać wszystkich po kątach. Będzie wesoło 😉

Teraz o czymś innym. O czym dopiero niedawno się dowiedziałam i ciśnienie mi podskoczyło. Jak w ostatnim poście ponarzekałam na swoich rodziców tak teraz teściu przegiął po całości. Otóż pod koniec listopada powiedział do męża mego że jak następnym razem przylecimy to nie będziemy u nich spali bo on ma już dość – w tak łagodnej wersji mąż przekazał mi tą informację, a w oryginale było ostrzej. Po tej rozmowie mąż dzwoni do domu raz w tygodniu żeby nasze dziecko zobaczyło dziadków. Dziadek mówi że obraziliśmy się na niego za jego dobre serce, nie bierze pod uwagę tego co powiedział. Ja mogę z dzieckiem pojechać tam w odwiedziny, zostawić małą z dziadkami na parę godzin i później po nią przyjechać. Mamy gdzie się zatrzymać. Siostra nas przyjmie, szwagierka również i moi rodzice. W święta zadzwoniliśmy z życzeniami to tylko teściowa z nami rozmawiała, a on siedział z tyłu i nic się nie odezwał. W nowy rok znów zadzwoniliśmy z życzeniami, a że ma imieniny tego dnia to również złożyliśmy życzenia imieninowe na co on stwierdził, że przyjmuje życzenia tylko od wnuczki bo on już nie ma synowej, a syn jest obrażony za jego dobroć i w ogóle to my się nie liczymy. Mnie to nie razi bo teście to w sumie nie rodzina, tylko szkoda mi męża. Jak można coś takiego powiedzieć? Znając go to nawet za to nie przeprosi albo będzie udawał głupa i powie że on nic takiego nie mówił. Nie wiem jak to się rozegra, ale jedno jest pewne – będzie ciężko.

Reklamy

Odwiedziny siostry

Mojej siostrze nie trzeba dwa razy nic powtarzać. 9na ma szalone pomysły. Wystarczy że dam jej znać o niskich cenach biletów w danym terminie, a ona od razu robi kalkulacje, sprawdza czy nie ma nic zaplanowanego i każe zamawiać. Tak było i tym razem 😁 Przyleciała na tydzień z najmłodszym synkiem.

Między moją córką a jej synkiem jest rok różnicy 😉 Na początku miłość wielka, bawili się razem, ganiali, rozrabiali i buzi dawali na zmianę, a po czasie już były zgrzyty 😉 Młody u siebie w domu jest małym terrorystą, bo najmłodszy, a tutaj Pyza go terroryzowała, bo póki co jest jedynaczką. Fajnie było popatrzeć jak się bawią, dogadują i ‚kłócą’ 😁 Walka o zabawki była na porządku dziennym, głównie o wózek z lalką i o traktor ze zwierzętami. Młody upodobał sobie jeszcze biedronkę bujaną. Moje dziecię z niej wyrosło, a dla niego to idealna zabawka. A jak się cieszył, gdy mógł się pobujać 🙂 Z Młodego to taki mały wymuszacz. Gdy coś sobie upodoba bądź zobaczy że moje dziecko ma jakąś zabawkę to on już musi to mieć inaczej zaczyna wymuszony płacz. Na mnie i mojego męża to nie działa. Nasze dziecię kiedyś też próbowało tej techniki, ale bez skutku, a jemu zawsze się udawało gdyż najmłodszy, a tu zastała go niespodzianka 😉 Ciocia i wujek nie reagują na tego typu zagrywki, a jeszcze ciocia potrafi podnieść głos, że tak nie wolno robić i że trzeba się dzielić.

Siostra poprosiła mnie o zrobienie czapek dla jej chłopaków. Musieliśmy kupić włóczkę gdyż ja nie posiadam chłopięcych kolorów. Czego nie robi się dla rodziny? 😉 Zajęło mi to 4 wieczory, ale zrobiłam 😊

Jestem tylko ciekawa czy im się spodobają. Siostra stwierdziła że im nie da tylko sobie zatrzyma bo są ciepłe i na nią też pasują 😉

W zamian za zrobienie czapek odwdzięczyła się ulepieniem uszek na święta oraz kołdunów dla męża 😁 Taka wymiana mi się podoba, przynajmniej nie muszę już ich lepić. Jedno danie mniej do roboty 😉

W czasie kiedy tu była to codziennie gdzieś jeździłyśmy, znaczy się do sklepów. U nas już wyprzedaże świąteczne oraz ‚Black Friday’ więc obkupiła siebie, męża oraz chłopaków. A jaka zadowolona była, że takie okazje znalazła 😉

W zeszłym tygodniu zrobiłam paczkę do wysłania, gdyż ona stwierdziła iż nie potrafi układać tetrisa, a chciała wziąść parę zabawek dla Młodego więc ja pakowałam. Udało mi się zapakować biedronkę bujaczek, wszystkie ciuchy, traktor ze zwierzętami, kosmetyki, słodycze a nawet wózek dla lalki 😁 Oboje wraz z mężem watpili w moje możliwości pakowania, ale udowodniłam im że wszystko da radę zapakować jak się chce 😉 Po paczkę przyjechali w piątek, dzień po jej wylocie do Polski. Powinna dostać ją przed Mikołajkami.

Lubię jak przylatuje w odwiedziny, jest wesoło ☺ Teraz to chyba w przyszłym roku się zobaczymy bo bilety na święta strasznie drogie, a trzeba doliczyć jeszcze bagaż i prezenty dla wszystkich. Nie wyrobimy się finansowo, a zadłużać się nie mam zamiaru. Wolę mieć skromne święta z mężem i córeczką, a życzenia złożymy dzwoniąc do domu.

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach?

Z rodziną nie zawsze jest kolorowo. Odkąd siostra wyprowadziła się z rodzinnego domu i rodzice zostali sami to coś się zmieniło. Stali się odludkami. Może nie tato, ale mama. Nigdzie nie chce jej się wychodzić, z nikim spotykać, nawet do mojej siostry ciężko się jej wybrać. A tato mamy samej nie zostawi więc siedzą oboje w domu.
Wiele razy mówiłam żeby nas odwiedzili. Nawet bilety chciałam im zamówić, ale spotkałam się z odmową. Zawsze znajdzie jakąś wymówkę. Moja mama ma jeszcze zaległy urlop z zeszłego roku. Mi się wydaje, że jest ona pracoholiczką. Narzeka, że przydałyby się wakacje, ale wolnego nie weźmie bo jak oni sobie poradzą?
Gdy końcem marca trafiłam do szpitala z ciążą pozamaciczną i miałam robioną laparoskopię to nie moja rodzona matka przyleciała do nas by pomóc przy córci tylko tęściowa stanęła na wysokości zadania, zostawiła schorowanego teścia samego w domu i przyleciała nam pomóc. Moja rodzicielka raz lub dwa razy do mnie zadzwoniła żeby zapytać jak się czuję. A tak cisza. Tylko siostrę wypytywała co u mnie słychać. Zapomniała o urodzinach wnuczki! A jak się zapytałam dlaczego nie zadzwoniła, choć dzień wcześniej z nią rozmawiałam bo była na roczku wnuka,to powiedziała że ja nie zadzwoniłam do niej! Normalnie ręce opadają.
Jak ja nie zadzwonię to rodzice wcale. Ostatnio zrobiłam teścik. Czy jak nie będę dzwonić to może rodzice się odezwą? Taaaa…. Dobre 3 tygodnie minęły, a ja nie otrzymałam żadnego telefonu od rodziców. Zero zainteresowania z ich strony. Gdyby nie to że mąż z córą lecieli do Polski to bym nie zadzwoniła, ale stwierdziłam iż dziecko nie jest kartą przetargową i ma prawo zobaczyć dziadków, nawet jeśli zapominają o jej urodzinach. Mąż zapowiedział iż do moich rodziców z Małą nie pójdzie. Jak chcą to mogą po nią przyjść do mojej siostry. Jest na nich zły i nie dziwię się mu. Czasami mam ochotę na nich nawrzeszczeć, ale wątpię żeby coś do nich dotarło. Przykro mi jest jak widzę małe zainteresowanie z ich strony własną wnuczką. Dobrze, że moje dziecko ma jeszcze drugich dziadków, którzy dzwonią i wypytują o nią.

Wizyta w klinice

Będąc tam wspomnienia wróciły sprzed 3 lat. Wszystkie usg, badania, zastrzyki, tabletki. Tyle tego było i tak szybko minęło, a teraz powróciło.

Dziecię wcześniej odstawiliśmy do niani i na konsultacje pojechaliśmy we dwoje. Doktorek bardzo miły, miał całą naszą historię w teczce. Cała dokumentacja szczegółowo opisana, badania, usg, zastrzyki itd. Zapytał się co nas skłoniło na powrót więc opowiedzieliśmy mu naszą historię z naturalnymi ciążami i ostatnią zakończoną laparoskopią. Powiedział że mu bardzo przykro z tego powodu i czy mieliśmy robione badania żeby sprawdzić dlaczego tak się dzieje. Odpowiedziałam, że tak i wyniki wyszły wszystkie w normie. Poprosił żebyśmy wysłali kopię wyników do kliniki. Opisał jakie mrozaczki mamy, w jakim stadium i jak będzie polegał proces rozmrażania. Odpowiadał na wszystkie nasze pytania oraz umówił na pierwsze usg, na którym to dowiem się jakie zastrzyki i tabletki będę brała oraz ich dozowanie, a także będziemy musieli podpisać parę papierków.

No to zaczynamy naszą kolejną walkę.

Decyzja

Zdecydowaliśmy się wrócić po nasze mrożaczki. Nie chcemy już próbować naturalnie. Po 3 promieniach, w tym jedna zakończona ciąża pozamaciczną, mam dość. Boję się, bo również jest ryzyko, że zarodek może znaleźć sobie inne miejsce na zagnieżdżenie niż macica. Zdaję sobie z tego sprawę, ale chcemy spróbować. Mężu chciałby włożyć 2 bąble, tak dla pewności, że choć jeden się przyjmie. Ja wolę jednego, ponieważ nawet przy jednym jest ryzyko ciąży bliźniaczej, a co za tym idzie powikłania, wcześniejszy poród itp.

Na wizycie wszystkiego się dowiemy. Co, jak, po co i za ile.

Bunt dwulatki?

Moje dziecko od czasu wakacji w PL przeobraziło się w jakiegoś potwora 👹 z buźką aniołka! 👼 Jeszcze 2 miesiące i skończy 2 latka, a tu już cyrki zaczynają się dziać. Gdy jej na coś nie pozwolę, powiem „nie” lub coś idzie nie po jej myśli to zaciska swe małe piąstki i piszczy tak głośno aż bębenek bolą. Ja zazwyczaj nie reaguję na jej krzyki, mąż na nią krzyczy, co pogarsza sytuację. Dom wariatów!

Dziecko piszczy, mąż krzyczy, kot miaułczy, a matka siedzi i czeka aż wszystkim przejdzie i się uspokoją. Pod koniec dnia łeb mam kwadratowy i chwila ciszy jest ukojeniem. Czasem przed snem dziecko z łóżeczka robi pobojowisko i trwa to godzinę lub dłużej zanim padnie. Za to jak śpi to mogłabym patrzeć się na nią godzinami 😊 Jest wtedy taka spokojna, taka kochana, moja mała dziewczynka 😍 Nie mogę się wtedy na nią napatrzeć i zachodzę w głowę kiedy to dziecko tak urosło? Gdy rano się budzi jest taka tulaśna, a później znów zmienia się w rozkrzyczanego potwora.

Kocham ją nad życie, ale kiedy to zachowanie minie? Ja chce swoją dzidzię z powrotem.Jak tak dalej będzie to albo popadnę w alkoholizm, albo zwariuję 😉

Szpital

Tak się cieszyłam wychodząc że szpitala w środę. Poziom hcg spadł z 343 do 234. Dostałam wypis i mężu po mnie przyjechał ☺ Czułam się zmęczona, ale zadowolona że już w domu jestem z moją rodzinką, a zwłaszcza córcią ☺ Ona też się za mną stęskniła bo co chwilę przebiegała się przytulić ☺

W czwartek rano dostałam telefon ze szpitala, że jedna z lekarek jest niezadowolona z podjętej decyzji i poprosiła bym przyjechała na usg. Zjadłam więc małe śniadanie i mężu odwiózł mnie do szpitala. Wzięłam że sobą książkę na zabicie czasu. Chyba z godzinę siedziałam w poczekalni zanim wzięli mnie na usg. Pierw normalne przez brzuch, a po chwili dopochwowe. Usg wykazało że masa tej plamki podwoiła swoją objętość 😩 Ściągnęli moją lekarkę z urlopu. Zapoznała się z moimi wynikami i powiedziała, że trzeba jednak zrobić laparoskopię 😩 Mąż był na głośnomówiącym więc wszystko słyszał. Stwierdziła że zamiast czekać w poczekalni na łóżko to mogę jechać do domu, spakować się, zjeść coś i wrócić jak będę gotowa. Gotowa to wcale nie byłam, ale mężu po mnie przyjechał ☺ On się krzątał po domu z nerwów, a ja dziergałam. Oczywiście po położeniu dziecka na drzemkę. Pyzolina spała około 2 godziny. W międzyczasie mąż zrobił obiad ☺ Po 16:00 zadzwonili ze szpitala, że łóżko już czeka. Zjadłam obiad, wzięłam szybki prysznic, spakowałam się i mężu odwiózł mnie znów do szpitala, a sam z Pyzą pojechali na zakupy.

Niektóre pielęgniarki były zdziwione jak mnie zobaczyły i przepraszały za zaistniałą sytuację. Myślałam że ominie mnie kolacja, ale zdążyłam ☺ Mogłam jeść do północy, a do 2 w nocy mogłam pić wodę. Po 22:00 przyszedł lekarz by pobrać mi krew i założyć welflon. Najpierw próbował wkluć się w prawą dłoń, manewrował tą igłą we wszystkie strony, pomijając iż sprawiał mi ból, nie znalazl żyły. Później próbował w zgięciu łokcia, myślałam że przyłożę mu z drugiej ręki, ale zobaczył że nic nie wskura to tylko pobrał krew i powiedział że jedna z pielęgniarek przyjdzie założyć welflon. Co z niego za lekarz jak nie potrafi założyć welflonu, ja się pytam? Po 23:00 przyszła pielęgniarka, popatrzyła na moje ręce i się przeraziła siniakami. Zapytała kto mi to zrobił, to jej odpowiedziałam. Pokiwała tylko głową. Wzięła moją lewą rękę, popatrzyła, dotknęła miejsce gdzie mam tatuaż i wbiła igłę. Krew trysnęła, welflon założony i kroplówka podłączona ☺ Tak to się robi 😉

Tej nocy za bardzo spać nie mogłam. Najpierw z powodu kobiety, która oglądała telewizję do 2 w nocy. Później udało mi się zdrzemnąć półtorej godziny, po czym obudziłam się bo ta sama kobita tak chrapała że spać się nie dało. Wzięłam tą kroplówkę, poszłam do toalety, a po wszystkim poprosiłam pielegniarkę o zatyczki do uszu. Wróciłam do łóżka i jakoś usnęłam. O 6 rano pobudka na pomiar ciśnienia i temperatury. O 7 zmiana personelu, a o 8 śniadanie. Niewyspana, nietomna i zmęczona myślałam tylko o drzemce, a nerwy przed operacją zeszły na drugi plan.

Od 9 rano jeden lekarz za drugim przychodzili się przedstawiać i mówili o laparoskopii, a moje myśli krążyły wokół poduszki. Jakoś nie docierało do mnie że za chwilę będę na sali operacyjnej dopóki pielęgniarka nie przyniosła mi skarpet uciskowych i koszuli na przebranie. Zdążyłam jeszcze skorzystać z toalety (to z nerwów) i przyszedł po mnie asystent przy zabiegach. Zawiózł mnie na łóżku do poczekalni gdzie przygotowywali mnie do laparoskopi. Pielęgniarka przyklejała na klatkę piersiową przyssawki do monitorowania akcji serca, a anastezjolog sobie żartował. Wstrzyknął mi coś na rozluźnienie i powiedział że zaraz pójdę spać 😴 Zapytał się jaką wódkę lubię, a jak powiedziałam że nie lubię wódki i wolę napić się martini to stwierdził że nie jestem prawdziwą Polką 😂 Atmosfera się rozluźniła. Powiedziałam że jak zacznę coś gadać przez sen to żeby mnie zignorowali, na co on że mnie nagra 😉 Wstrzyknął mi coś i powiedział dobranoc. Zdążyłam tylko powiedzieć żeby nie nagrywał bo najem się wstydu 😉 Więcej nic nie pamiętam. Przebudziłam się na sali pooperacyjnej przed 12:00. Zanim przyszedł lekarz zdążyłam się jeszcze zdrzemnąć 😴

Lekarz powiedział że niestety, ale była to ciąża pozamaciczna i zmuszeni byli usunąć jajowód 😢 A że byłam jeszcze pod wpływem narkozy i znieczulenia to tylko kiwnełam głową. Odwieźli mnie na oddział gdzie mąż już na mnie czekał. Zapytałam się gdzie jest Pyza, odpowiedział że znajoma z nią jest. Przez ten czas gdy był przy mnie, ja co chwilę to usypiałam to się budziłam na badanie. Mały kontakt ze mną był. Kazali mi pić wodę i spróbować oddać mocz. Pielęgniarka musiała mi pomóc wstać z łóżka. W toalecie spędziłam chyba z 10 minut, ale udało się oddać mocz na 4-5 razy. Za drugim razem było trochę lepiej. Zobaczyłam że mam trzy nacięcia. Jedno koło pępka, drugie na bliźnie po cesarce, a trzecie z boku. I siniak na brzuchu.

A tak wygląda moja lewa ręka ✋

A to pamiątka po lekarzu, który nie potrafił założyć welflonu 😩

Najgorsze jest to, że nie mogę wziąść Małej na ręce 😩 Ona wyciąga te swoje małe rączki do mnie, a mi się serce kraje i płakać mi się chce bo nie mogę jej wziąść 😢 Zaciskam wtedy zęby żeby nie płakać, żeby nie widziała jak mamie jest smutno 😢

Dziś teściowa przeleciała by pomóc przy Małej. Narazie na tydzień, a później się zobaczy może zostanie dłużej w zależności od mojej rekonwalescencji.