Wizyta w klinice

Będąc tam wspomnienia wróciły sprzed 3 lat. Wszystkie usg, badania, zastrzyki, tabletki. Tyle tego było i tak szybko minęło, a teraz powróciło.

Dziecię wcześniej odstawiliśmy do niani i na konsultacje pojechaliśmy we dwoje. Doktorek bardzo miły, miał całą naszą historię w teczce. Cała dokumentacja szczegółowo opisana, badania, usg, zastrzyki itd. Zapytał się co nas skłoniło na powrót więc opowiedzieliśmy mu naszą historię z naturalnymi ciążami i ostatnią zakończoną laparoskopią. Powiedział że mu bardzo przykro z tego powodu i czy mieliśmy robione badania żeby sprawdzić dlaczego tak się dzieje. Odpowiedziałam, że tak i wyniki wyszły wszystkie w normie. Poprosił żebyśmy wysłali kopię wyników do kliniki. Opisał jakie mrozaczki mamy, w jakim stadium i jak będzie polegał proces rozmrażania. Odpowiadał na wszystkie nasze pytania oraz umówił na pierwsze usg, na którym to dowiem się jakie zastrzyki i tabletki będę brała oraz ich dozowanie, a także będziemy musieli podpisać parę papierków.

No to zaczynamy naszą kolejną walkę.

Reklamy

Decyzja

Zdecydowaliśmy się wrócić po nasze mrożaczki. Nie chcemy już próbować naturalnie. Po 3 promieniach, w tym jedna zakończona ciąża pozamaciczną, mam dość. Boję się, bo również jest ryzyko, że zarodek może znaleźć sobie inne miejsce na zagnieżdżenie niż macica. Zdaję sobie z tego sprawę, ale chcemy spróbować. Mężu chciałby włożyć 2 bąble, tak dla pewności, że choć jeden się przyjmie. Ja wolę jednego, ponieważ nawet przy jednym jest ryzyko ciąży bliźniaczej, a co za tym idzie powikłania, wcześniejszy poród itp.

Na wizycie wszystkiego się dowiemy. Co, jak, po co i za ile.

Bunt dwulatki?

Moje dziecko od czasu wakacji w PL przeobraziło się w jakiegoś potwora 👹 z buźką aniołka! 👼 Jeszcze 2 miesiące i skończy 2 latka, a tu już cyrki zaczynają się dziać. Gdy jej na coś nie pozwolę, powiem „nie” lub coś idzie nie po jej myśli to zaciska swe małe piąstki i piszczy tak głośno aż bębenek bolą. Ja zazwyczaj nie reaguję na jej krzyki, mąż na nią krzyczy, co pogarsza sytuację. Dom wariatów!

Dziecko piszczy, mąż krzyczy, kot miaułczy, a matka siedzi i czeka aż wszystkim przejdzie i się uspokoją. Pod koniec dnia łeb mam kwadratowy i chwila ciszy jest ukojeniem. Czasem przed snem dziecko z łóżeczka robi pobojowisko i trwa to godzinę lub dłużej zanim padnie. Za to jak śpi to mogłabym patrzeć się na nią godzinami 😊 Jest wtedy taka spokojna, taka kochana, moja mała dziewczynka 😍 Nie mogę się wtedy na nią napatrzeć i zachodzę w głowę kiedy to dziecko tak urosło? Gdy rano się budzi jest taka tulaśna, a później znów zmienia się w rozkrzyczanego potwora.

Kocham ją nad życie, ale kiedy to zachowanie minie? Ja chce swoją dzidzię z powrotem.Jak tak dalej będzie to albo popadnę w alkoholizm, albo zwariuję 😉

Szpital

Tak się cieszyłam wychodząc że szpitala w środę. Poziom hcg spadł z 343 do 234. Dostałam wypis i mężu po mnie przyjechał ☺ Czułam się zmęczona, ale zadowolona że już w domu jestem z moją rodzinką, a zwłaszcza córcią ☺ Ona też się za mną stęskniła bo co chwilę przebiegała się przytulić ☺

W czwartek rano dostałam telefon ze szpitala, że jedna z lekarek jest niezadowolona z podjętej decyzji i poprosiła bym przyjechała na usg. Zjadłam więc małe śniadanie i mężu odwiózł mnie do szpitala. Wzięłam że sobą książkę na zabicie czasu. Chyba z godzinę siedziałam w poczekalni zanim wzięli mnie na usg. Pierw normalne przez brzuch, a po chwili dopochwowe. Usg wykazało że masa tej plamki podwoiła swoją objętość 😩 Ściągnęli moją lekarkę z urlopu. Zapoznała się z moimi wynikami i powiedziała, że trzeba jednak zrobić laparoskopię 😩 Mąż był na głośnomówiącym więc wszystko słyszał. Stwierdziła że zamiast czekać w poczekalni na łóżko to mogę jechać do domu, spakować się, zjeść coś i wrócić jak będę gotowa. Gotowa to wcale nie byłam, ale mężu po mnie przyjechał ☺ On się krzątał po domu z nerwów, a ja dziergałam. Oczywiście po położeniu dziecka na drzemkę. Pyzolina spała około 2 godziny. W międzyczasie mąż zrobił obiad ☺ Po 16:00 zadzwonili ze szpitala, że łóżko już czeka. Zjadłam obiad, wzięłam szybki prysznic, spakowałam się i mężu odwiózł mnie znów do szpitala, a sam z Pyzą pojechali na zakupy.

Niektóre pielęgniarki były zdziwione jak mnie zobaczyły i przepraszały za zaistniałą sytuację. Myślałam że ominie mnie kolacja, ale zdążyłam ☺ Mogłam jeść do północy, a do 2 w nocy mogłam pić wodę. Po 22:00 przyszedł lekarz by pobrać mi krew i założyć welflon. Najpierw próbował wkluć się w prawą dłoń, manewrował tą igłą we wszystkie strony, pomijając iż sprawiał mi ból, nie znalazl żyły. Później próbował w zgięciu łokcia, myślałam że przyłożę mu z drugiej ręki, ale zobaczył że nic nie wskura to tylko pobrał krew i powiedział że jedna z pielęgniarek przyjdzie założyć welflon. Co z niego za lekarz jak nie potrafi założyć welflonu, ja się pytam? Po 23:00 przyszła pielęgniarka, popatrzyła na moje ręce i się przeraziła siniakami. Zapytała kto mi to zrobił, to jej odpowiedziałam. Pokiwała tylko głową. Wzięła moją lewą rękę, popatrzyła, dotknęła miejsce gdzie mam tatuaż i wbiła igłę. Krew trysnęła, welflon założony i kroplówka podłączona ☺ Tak to się robi 😉

Tej nocy za bardzo spać nie mogłam. Najpierw z powodu kobiety, która oglądała telewizję do 2 w nocy. Później udało mi się zdrzemnąć półtorej godziny, po czym obudziłam się bo ta sama kobita tak chrapała że spać się nie dało. Wzięłam tą kroplówkę, poszłam do toalety, a po wszystkim poprosiłam pielegniarkę o zatyczki do uszu. Wróciłam do łóżka i jakoś usnęłam. O 6 rano pobudka na pomiar ciśnienia i temperatury. O 7 zmiana personelu, a o 8 śniadanie. Niewyspana, nietomna i zmęczona myślałam tylko o drzemce, a nerwy przed operacją zeszły na drugi plan.

Od 9 rano jeden lekarz za drugim przychodzili się przedstawiać i mówili o laparoskopii, a moje myśli krążyły wokół poduszki. Jakoś nie docierało do mnie że za chwilę będę na sali operacyjnej dopóki pielęgniarka nie przyniosła mi skarpet uciskowych i koszuli na przebranie. Zdążyłam jeszcze skorzystać z toalety (to z nerwów) i przyszedł po mnie asystent przy zabiegach. Zawiózł mnie na łóżku do poczekalni gdzie przygotowywali mnie do laparoskopi. Pielęgniarka przyklejała na klatkę piersiową przyssawki do monitorowania akcji serca, a anastezjolog sobie żartował. Wstrzyknął mi coś na rozluźnienie i powiedział że zaraz pójdę spać 😴 Zapytał się jaką wódkę lubię, a jak powiedziałam że nie lubię wódki i wolę napić się martini to stwierdził że nie jestem prawdziwą Polką 😂 Atmosfera się rozluźniła. Powiedziałam że jak zacznę coś gadać przez sen to żeby mnie zignorowali, na co on że mnie nagra 😉 Wstrzyknął mi coś i powiedział dobranoc. Zdążyłam tylko powiedzieć żeby nie nagrywał bo najem się wstydu 😉 Więcej nic nie pamiętam. Przebudziłam się na sali pooperacyjnej przed 12:00. Zanim przyszedł lekarz zdążyłam się jeszcze zdrzemnąć 😴

Lekarz powiedział że niestety, ale była to ciąża pozamaciczna i zmuszeni byli usunąć jajowód 😢 A że byłam jeszcze pod wpływem narkozy i znieczulenia to tylko kiwnełam głową. Odwieźli mnie na oddział gdzie mąż już na mnie czekał. Zapytałam się gdzie jest Pyza, odpowiedział że znajoma z nią jest. Przez ten czas gdy był przy mnie, ja co chwilę to usypiałam to się budziłam na badanie. Mały kontakt ze mną był. Kazali mi pić wodę i spróbować oddać mocz. Pielęgniarka musiała mi pomóc wstać z łóżka. W toalecie spędziłam chyba z 10 minut, ale udało się oddać mocz na 4-5 razy. Za drugim razem było trochę lepiej. Zobaczyłam że mam trzy nacięcia. Jedno koło pępka, drugie na bliźnie po cesarce, a trzecie z boku. I siniak na brzuchu.

A tak wygląda moja lewa ręka ✋

A to pamiątka po lekarzu, który nie potrafił założyć welflonu 😩

Najgorsze jest to, że nie mogę wziąść Małej na ręce 😩 Ona wyciąga te swoje małe rączki do mnie, a mi się serce kraje i płakać mi się chce bo nie mogę jej wziąść 😢 Zaciskam wtedy zęby żeby nie płakać, żeby nie widziała jak mamie jest smutno 😢

Dziś teściowa przeleciała by pomóc przy Małej. Narazie na tydzień, a później się zobaczy może zostanie dłużej w zależności od mojej rekonwalescencji.

SZOK

Nadaję ze szpitala 😩

Wczoraj rano wstałam, oporządziłam się i pojechałam do szpitala na usg. W szpitalu byłam przed 9:00. Standardowo wywiad środowiskowy z pielęgniarką, a po paru minutach usg. Najpierw normalnie, przez brzuch. Doktor potwiedziała, że w macicy nie ma ciąży, ale chciałaby zobaczyć jeszcze jajniki i musi zrobić usg dopochwowe. Zapytała się czy mam potrzebę opróżnienia pęcherza, odpowiedziałam że tak bo zaraz nie wytrzymam i popuszczę 😉 Dostałam pojemniczek na mocz i po wszystkim wróciłam do gabinetu. Gdy byłam już gotowa do badania, doktor spojrzała na moje skarpety i powiedziała że bardzo jej się podobają ☺

Już podczas badania wiedziałam że coś jest nie tak bo manewrowała tym urządzeniem na wszystkie strony. Myślałam że zaraz mi zrobi kolejną dziurę. Przeprosiła za to iż tak kręci tym przyrządem, ale musi dobrze obejrzeć me jajniki i jajowody. Gdy skończyła mnie badać, to powiedziała że w macicy nie ma rozwijającej się ciąży, jest trochę płynu co może oznaczać krew i że zauważyła w prawym jajowodzie ciemniejszą plamkę co może oznaczać prawdopodobieństwo ciąży pozamacicznej, ale stuprocentowej pewności nie ma. Aż mi się gorąco zrobiło jak to powiedziała. Poprosiła o wrócenie do poczekalni, a ona napisze raport. Usiadłam na krześle i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Napisałam do męża, też doznał szoku! Zapytał się co teraz bedzie. Odpisałam, że czekam na rozmowę ze specjalistą od poronień i że dam znać jak coś będę wiedziała. Vanessa, specjalista od wczesnej ciąży i poronień, zaprosiła mnie do gabinetu i powiedziała to samo co doktor. Plamka na usg wygląda na ciążę pozamaciczną, ale gwarancji nie daje. Pobrała mi krew na sprawdzenie poziomu hormonów we krwi. Poprosiła o poczekanie na oddziale do odebrania wyników i że umówi mi spotkanie z innym doktorem. Dwie godziny czekałam aż przyjdą wyniki, ale jak już przyszły to od razu miła pani doktor poprosiła mnie do gabinetu. Towarzyszyli jej praktykanci. Zapytała się, czy wyrażam zgodę na ich obecność. Pewnie, że mogą być, w końcu muszą się na kimś uczyć 😉

To co mi powiedziała, to zwaliło mnie z nóg kompletnie. Dostałam dwie opcje. Pierwsza to ponowne badanie hormonów we krwi po czterdziestu godzinach żeby sprawdzić czy spadają i jak coś to podanie zastrzyku na całkowite obumarcie ciąży. Druga opcja to laparoskopia. Jakby potwierdziła to co podejrzewają to wtedy musieliby usunąć mi jajnik razem z jajowodem! 😱 Szok, strach i niedowierzanie! Ryczeć mi się zachciało. Nie wiedziałam co mam odpowiedziać. Gdy już ochłonęłam to poprosiłam o chwilę na rozmowę z mężem. Zgodziła się od razu. Telefon do męża, streszczenie opcji, szok. Uzgodniliśmy, że spróbujemy pierwszą opcję. Najwyżej nie polecę na święta do Polski.
(Wspominałam, że kupiliśmy bilety do Polski na Wielkanoc? Nie? No to kupiliśmy. Od 28 marca do 9 kwietnia. Siostra zarezerwowała termin chrztu najmłodszego członka rodziny. Mężu ma być chrzestnym.)
Po chwili wróciła i oznajmiła iż niestety nie mogą mnie puścić do domu, bo jeżeli jest to ciąża pozamaciczna to w każdej chwili może pęknąć i grozi to krwotokiem wewnętrznym, a będąc samej w domu jest to niebezpieczne dla mego zdrowia i życia. Powiedziała, że skonsultowała mój przypadek z innym specjalistą i tamta chce bym miała od razu robioną laparoskopię i ewentualnie przeprowadzoną operacje w razie konieczności. Po raz kolejny doznałam szoku! Nie spodziewałam się tego. To miało być tylko rutynowe usg i powrót do domu, a tu takie wieści. Wypełniła przy mnie papiery, powiedziała o ryzykach pooperacyjnych i kazała złożyć podpis. Zapytała się kiedy ostatio coś jadłam; odpowiedziałam że w niedzielę wieczorem, a była godzina przed 13:00. Zdziwiona była że nawet śniadania nie zjadłam. Zapytała się czy mam jakieś pytania. Stwierdziłam, że na chwilę obecną to nie, bo jest to dla mnie szok, mam mętlik w głowie, jestem zdenerwowana i w ogóle nie spodziewałam się takiej diagnozy i że nie jestem gotowa na operację. W sumie to wolałabym poczekać do środy i powtórzyć badanie. To zrobimy tak, mówi, zostajesz na oddziale do środy, będziesz miała czas na przemyślenie sytuacji i oswojenie się z nią, powtórzymy badanie w środę i w zależności od wyników podejmiemy decyzję co zrobić dalej. Przystałam na tą opcję.

Wróciłam do poczekalni. Po chwili Vanessa przyszła i poprosiła do gabinetu. Założyła mi welflon i zaowerowała kanapkę i ciepłą herbate lub kawę. Poprosiłam o kanapkę z serem i herbatę. Mój pierwszy posiłek zjedzony prawie o 13:30. Od razu lepiej mi się zrobiło.
Zadzwoniłam do męża, opowiedziałam o spotkaniu z doktór, o tym że od razu chciała mnie kroić, ale sie nie zgodziłam i że zostaję w szpitalu na obserwacji. Poprosiłam o przywiezienie paru rzeczy i ładowarkę do telefonu bo bateria na wykończeniu. Dałam znać siostrze co się dzieje i że nie przylecimy. Ta również doznała szoku. Zapytała się czy rodzice już wiedzą. Poiedziałam że nie i że jak może to żeby ona im powiedziała bo mi bateria pada, a mężu dopiero po pracy przyjedzie. Zgodziła się.

Mężu przyjechał około 18:00 razem z Pyzulą. Przyjechali taksówką, bo musiał odebrać mój samochód z parkingu. Dziecię me było o dziwo grzeczne ☺ Siedziała na łóżku i ogladala bajki. Gdy przyszli z kolacją, to od razu ‚mniam mniam’ jej się zachciało 😁 Na deser poprosiłam o ciasteczka owsiane, które oczywiście córcia skonsumowała ☺ Pielęgniarki zachwycone mym dzieckiem 🙂 A ona udawała nieśmiałą, albo chowała twarz w ręce 🙂 Po 19:00 dziecko me zaczęło roznosić oddział i musieli się ewakuować do domu, zwłaszcza że Mała nic w dzień nie spała. Powiedziałam mężowi gdzie zaparkowalam samochód, dałam kluczyki, bilet parkingowy i odprowadziłam do drzwi. Pożegnałam się, dałam buziaka Pyzie i wróciłam do łóżka.

Kochany mąż przywiózł mi też laptopa to włączyłam sobie film dla umilenia czasu. Porozmawiałam jeszcze z siostrą i rodzicielką. Wieczorem jeszcze z mężem i po 23:00 położyłam się spać.
Nie wyspałam się, gdyż na sali leży starsza kobieta z demencją. Całą noc prowadziła konwersację sama ze sobą. Pielęgniarka dała nam zatyczki do uszu, ale one mało co pomogły. Ze współpacjentkami śmieliśmy się że ona w dzień śpi, a w nocy ożywa 😉 Kobieta, która wczoraj wyszła do domu, złożyła skargę na nią, że się nie wyspała, bo tamta cały czas nadaje i nie ma chwili spokoju. Trochę nietaktowne zachowanie, każdego z nas czeka starość i nie wiadomo jacy my będziemy gdy dożyjemy sędziwych lat.

Na chwilę obecną (za przeproszeniem) sram po gaciach z nerwów i odmawiam Zdrowaśki.

Do trzech razy sztuka?

Chyba nie, bynajmniej nie w moim przypadku 😩

6 marca, w dzień gdy dziecię me kończyło 19-ście miesięcy, zrobiłam sobie test ciążowy na prośbę męża. Wyszedł pozytywniy ☺ Oczywiście radość była przeplatana że strachem po wcześniejszych doświadczeniach. Mężu się ucieszył. Ja nie wiem jak on to robi, ale znów był pewny że Kropek się zagnieździł. Jak w każdej poprzedniej ciąży nie miałam żadnych objawów, zero. Nic mnie nie bolało, żadnych nudności. No może trochę zmęczona byłam, ale to pewnie też od nocnego wstawania do toalety.

Ja starałam się nie przywiązywać do tej myśli, za to mężu cały czas chodził i głaskał brzuszek, całował, rozmawiał do niego ☺ 😍 Naprawdę był szczęśliwy aż do tego poniedziałku, gdy mu powiedziałam że zaczęłam plamić 😩 Od razu telefon do lekarza, który powiedział że jak pojawi się krew to mam od razu jechać do szpitala. To była tylko kwestia czasu kiedy pojawi się krew. Wczoraj po pracy pojechałam do szpitala. Tym razem spędziłam tam tylko godzinę a nie pięć. Przyjęła mnie młoda lekarka.

Lekarka: W czym mogę pomóc?

Ja: Jestem w ciąży, a dokładnie 6 tydzień 3 dzień. W poniedziałek zaczęłam plamić na jasnobrązowo, we wtorek plamienie przybrało kolor ciemnobrązowy. Zadzwoniłam do lekarza, gdyż poprzednie ciąże zakończyły się poronieniem, opowiedziałam co się dzieje na co lekarz kazał mi jechać do szpitala jak pojawi się krew więc jestem.

L: Oh bardzo mi przykro. Na jakim etapie rozwoju zakończyły się poprzednie ciąże?

J: Pierwsza w 10 tygodniu, druga w 4. Początkiem lutego byłam w klinice poronień i do tej pory czekam na wyniki. W poniedziałek mam usg.

L: To były wczesne ciąże. Zadzwonię na patologię i zobaczę co możemy dla ciebie zrobić.

Wykonała telefon, opowiedziała o całej sytuacji, w międzyczasie zmierzyła mi ciśnienie, temperaturę itp.

L: Na patologii powiedzieli, że na tym etapie ciąży nic nie mogą zrobić, nawet na usg jest za wcześnie. Powiedzieli byś przyszła normalnie w poniedziałek.

J: Dowiedzieć się że poroniłam, tak? Bo inaczej tego ująć nie można.

L: Bardzo mi przykro.

Wręczyła mi małą torebkę, w której były informacje jak rozpoznać ciążę pozamaciczną, podpaski, podkład na łóżko, rajstopowe gatki itp. Jeszcze raz przeprosiła i życzyła powodzenia.

Wróciłam do domu. Mężu kładł Małą spać. Zdążyłam dać jej jeszcze buzi na dobranoc ☺ Później opowiedziałam mężowi o wizycie. Na co on że już to przerabialiśmy i wiemy jak to się skończy. Smutny był, ale starał się mnie pocieszyć.

Ryczeć mi się chce 😢. Trzy naturalne ciąże i trzy poronienia w ciągu 6 miesięcy to duże obciążenie dla organizmu. Narazie robimy sobie przerwę. Mój organizm musi się zregenerować. Poczekamy na wyniki i wtedy podejmiemy decyzję czy staramy się jeszcze raz, czy wracamy po mrożaczki.

Rutyna?

Czyżby? Niektóre osoby by powiedziały, że tak, ale ja nie do końca sie z tym zgodzę.
Tak, nasze dni zaczynają się niby tak samo. Pobudka przez Pyzę, ściągnięcie śpiworka, jej zabawa w łóżeczku (co by mama mogła jeszccze chwilkę się pobyczyć u siebie w wyrku 😉 ), zmiana pampersa z nocki (przeważnie jest suchy lub jedno małe siknięcie), ubieranie, wściekanie się z mamą 😉 Gdy się zmęczymy odkładam Małą do łóżeczka, włączam Klub przyjaciół myszki Miki lub Chip i Dale, a sama w tym czasie schodzę do kuchni by zrobić jej kaszkę. Powrót na górę, karmienie, odłożenie do łóżeczka. Dreptanie do kuchni żeby sobie przygotować śniadanie i kawę (obowiązkowo). Zaopatrzona w jedzenie, z laptopem pod pachą, wracam na górę, zamykam za sobą bramkę na schody, drzwi do łazienki i do sypialni, wyciągam dziecię swe z łóżeczka i daję jej pole do popisu 😉 Włączam bajkę na laptopie, dziecko się bawi, ja konsumuję śniadanie (z małą pomocą), a pokój wygląda jakby tornado przez nie przeszło. Wszystkie zabawki wywalone na podłogę. Dziecko szczęśliwe 🙂

A tak wygląda łóżeczko mego dziecka gdy rano wchodzę do niej do pokoju 😉

Przed godziną 12:00 zaczynamy się szykować, ja do pracy i Pyza do niani. Z reguły o 12:25 pakujemy się do samochodu. Mam to szczęście, że po drodze do pracy jest niania i samochodem to niecałe 2 minuty drogi. Pyza zadowolona do niej idzie, bawi się z dziećmi i psami, a ja na spokojnie do pracy jadę.
W pracy, jak to w pracy, czasami się dłuży, a czasem nim się obejrzę a już czas do domu.
Po powrocie do domu witam się z malym człowieczkiem 🙂 To jest tak przyjemne uczucie, gdy ten mała osóbka do ciebie biegnie i wyciąga rączki, świadomie ukocha, przytuli i da buziaka 🙂 Aż chce się szybko do domu wracać!
Po przywitaniu, idę się przebrać i nakarmić dwa wygłodniałe futra. Następnie schodzę na dół by sama zjeść obiadokolację. Znaczy ja bym bardzo chciała, ale córcia wtedy też jest głodna i muszę się z nią podzielić. Także jemy pół na pół 😉 Po napełnieniu brzuszków bawimy się, oglądamy bajki, wygłupiamy się. Ten czas po powrocie z pracy jest nasz. Te półtora godziny wykorzystujemy na maxa.
O 20:00 idę szykować jej pokój i łóżeczko do spania. Zazwyczaj przyakompaniamencie płaczu, bo mama idzie i mnie nie bierze. Wtedy tata wykazuje się zdolnościamy zabawiającymi 🙂 Pobojowisko trzeba ogarnąć tak by można było przejść i się nie zabić 😉 Nie sprzątam nie wiadomo jak, tylko tyle o ile bo wiem że nazajutrz będzie to samo. Po prostu się nie opłaca. Gdy wygląd pokoju jest zadowalający i ciuszki do spania wyciągnięte, wołam tego małego szoguna na górę. Jak tylko usłyszy mój głos to tak zasów po schodach aż się kurzy 😉 W pokoju rozbieramy się do kąpieli, a gdy woda jest już gotowa to tata otwiera drzwi i zaprasza do łazienki. Kąpiel dziecia mego jest w miarę szybka. Najpierw myjemy zęby, a później Pyzę. Daję jej chwilkę by mogła w wodzie się poluskać (czasem to zły pomysł, ale niech ma). Łazienka czasem pływa wraz z miseczkami kotów. To się nazywa przymusowe sprzątanie 😉
Po kąpieli tata zabiera swoją Gwiazdeczkę do pokoju i wyciera, a ja ją tylko ubieram 🙂 Tata daje mleko i kładzie spać.

To tylko streszczenie dni od poniedziałku do piątku. Weekendy są inne bo więcej jest taty. Są spacerki rodzinne lub wizyty u znajomych albo wypady na małe wycieczki. Są drzemki popołudniowe w domu, jest mama i tata. Jesteśmy My 🙂

Także każdy dzień wygląda niby tak samo, ale inaczej. Dziecko zaskakuje codziennie czymś nowym. Zdobywa nowe umiejętności. Nigdy nie można się z nią nudzić.

I wiecie co… Lubię tę naszą rutynę i niezamieniłabym jej na nic innego!